lipca 18, 2015

TEST: Planet Dog BigPup Orbee Ball L

 Około trzy tygodnie temu wpadła w nasze łapki jedna z najfajniejszych zabawek jakie kiedykolwiek widziałam. W naszym przypadku przebija i piłki ażurowe, i szarpaki wszelkiej maści, i nawet pluszaki.


Mowa o nieśmiertelnej Piłce Planetce, której testy mogliście już widzieć na kilku blogach, między innymi u Ginki Turbinki. Ze względu na delikatne szczęki Mora wybrałam wersję soft - dla szczeniaczków. Bo chociaż klasyczne Planetki nie są szczególnie twarde, zależało mi na jak najmiększej wersji żeby przekonać się, czy Moro będzie chciał sobie ją "ciamkać" tak, jak robi to reszta psiego świata :)

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę przy otwieraniu paczki to jakiś dziwny zapach. Dziwny pod tym względem, że do tej pory wszystkie nasze zabawki nie pachniały atrakcyjnie - najczęściej gumą albo bardzo sztucznie. A Planetka pachnie miętą, bardzo :) Zapach ten cudownie przebija wszystkie inne: zaschniętej psiej śliny, błota, pasztetu... Teraz spokojnie mogę szaleć z wypełnianiem piłki różnymi pysznościami i wiem, że różne "atrakcyjne" zapaszki na niej nie zostaną :)
 Drugą wykonaną przeze mnie czynnością było porządne wyściskanie piłeczki. Chciałam upewnić się, czy jest ona rzeczywiście taka "soft" i czy zassana sama się "odessie". I co? No i super - po wymiętoszeniu wiedziałam już, że podczas żucia jej przez psa piłeczka nie strzeli mu nagle w zęby. Jeśli stałoby się tak w psim ryjku, Moro najprawdopodobniej więcej by na nią nie spojrzał. 
Ostatnim bezpsiowym testem nowej zabawki było wrzucenie jej do basenu. Wiem (i wtedy również wiedziałam), że Orbee-Tuff 'y pływają i według producenta ta piłka też powinna, ale test to test -  musiałam sprawdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z niezatapialną zabawką, czy raczej z taką zawisającą gdzieś pomiędzy dnem a powierzchnią wody. I wiecie co? :D Pływa!

W dodatku piłka jest takiej wielkości, że zmieści się do prawie każdej psiej paszczy, ale większe osobniki się nią nie uduszą. Producent trochę nas okłamał w sprawie wymiarów piłeczki - miała mieć średnicę 8cm, a ma jakieś trzy-cztery milimetry mniej. Niby niedużo, ale kierując się rozmiarem ażurowej piłki S spodziewałam się czegoś większego. 
Jednak mimo początkowego zawodu okazało się, że jest to rozmiar idealny dla Mora. Planetka jest na tyle duża, że - w przeciwieństwie do klasycznej tenisówki - nie wpadnie mu do gardła podczas dzikiej pogoni, ale też na tyle mała, że ogarek nie miałby problemu z wyłowieniem jej z wody czy zwykłym, delikatnym trzymaniem w pysku.

Porównanie dwóch ośmiocentymetrowych piłek :)
Po tych badaniach właściwości technicznych przyszedł czas, aby przedstawić zabawkę osobnikowi, dla którego została zakupiona - Morowi :) Na początku nie wzbudzała większego zainteresowania, ale tak wygląda każda nasza zabawa zabawkami - na początku jest mamobłagamweźsię, a chwilę potem omgdawajto! Wiedziałam, że Moro będzie się ową piłeczką bawił, ale nie sądziłam, że tak świetnie! Generalnie każdy "ożywiony" przeze mnie przedniot jest w Mora mniemaniu zabawką (i super!), ale tylko wtedy, kiedy ja bardzo się w tą zabawę zaangażuję. Naprawdę - bardzo. Niektórzy nieszczęśnicy zmuszeni byli do słuchania naszej wersji toysowania (wybrani - nawet więcej niż raz!) :P  Tak czy inaczej aktualnie - jak napisałam wyżej - jest to nasza najlepsza zabawka! Zaraz po Kongu oczywiście, ale to są dwie zupełnie inne kategorie ;) 



Odbijalność piłeczki jest średnia - no niby jakoś tam podskakuje, ale nie za bardzo. Trochę jakby chciała, a nie mogła - ale (odrobinę wbrew moim przewidywaniom) Morowi to nie przeszkadza. Bo jak już się odbija, to krzywo i niepzewidywalnie, więc fun z zabawy jest jeszcze większy niż normalnie :D To jest kolejna (oprócz pięknego koloru ;)) zaleta wypukłych kontynentów :)
Jednak ich obecność ma jedną wadę - piłka się brudzi. I to nie tak normalnie, jak gładkie piłki z lanej gumy. Ona po zwykłym, suchym spacerze zbiera każdą drobinkę piasku, błota i małych, urwanych źdźbeł trawy. Pomyślałam, że może w domu będzie lepiej - no bo tam piasku nie ma (zazwyczaj ;)). Jak bardzo się pomyliłam, wie pewnie każdy posiadacz Planetki - albowiem piłka ta, jeszcze przed jakimkolwiek kontaktem z psią śliną, dokładnie usunęła z podłogi wszystkie maleńkie okruszki i pyłki. 

Mimo tej oczywistej wady (kto lubi mieć usyfione zabawki niech pierwszy rzuci... piłką w błoto!) z szorowaniem nie ma wielkiego problemu. Jeśli chwilę potrzymamy piłkę pod ciepłą wodą, do wyczyszczenia jej wystarczą nam własne dłonie. A jak chcecie wyczyścić zabawkę szybko, to musicie zaopatrzyć się np. w starą szczoteczkę do zębów. Z jej pomocą uda się Wam także usunąć brud przykontynentalnych rowków :)

Raz mi spadła. Raz.
No dobra- Moro zachwycony, ciamka ją sobie w najlepsze... ale co z wytrzymałością? No bo my przecież tego nie przetestujemy we dwójkę - Moro bardzo dba o swoje zabawki (niestety tylko zabawki, obroże i posłania długo u nas nie pożyją). Nie gryzie ich mocno, nie ma zamiaru zniszczyć. Planetka jest pierwszą zabawką, którą sobie ciamka. 
Uważam, że bez testu wytrzymałości nasza recenzja nie byłaby kompletna, ponieważ mało który pies ma do zabawek stosunek taki jak Moro. Poprosiłam więc o pomoc pewnego rudego delikwenta, który bardzo rzetelnie podszedł do zadania. 


Rudi nie tylko aportował piłeczkę. On ją tarmosił, ciamkał (uwaga! to uzależnia! :)) i szarpał się nią. Z tych wszystkich opresji piłeczka wyszła z dwoma albo trzeba drobnymi dziurkami (które w ogóle nie przeszkadzają w zabawie). Myślę, że ten fakt przekona wszystkich o bardzo dużej wytrzymałości tej piłeczki. Ja oczywiście nie dałam Rudiemu zabawki żeby się jej pozbyć, gdybym zauważyła, że piłce dzieją się jakieś straszne rzeczy rodem z horrorów, natychmiast zostałaby ewakuowana ze Staffikowej paszczy. 
Na co nie pozwalałam? Na skubanie bardzo delikatnych kontynentów, bo jakby ktoś się uparł, to i paznokciami mógłby je odrobinę uszkodzić. Warto wspomnieć, że Planetka ma też dziurę, przez którą można przewlec linkę, jednak ja tego nie zrobiłam - bo mi to nie jest do szczęścia potrzebne. (Taki zabieg mogę ewentualnie wykonać podczas dalszych testów, o czym dowiecie się zapewne parę wersów dalej) 

Gdzie ta ostrość, ja się zapytuję, gdzie?! 


Mimo oczywistej wytrzymałości piłki ja bym jej dla psa o silnych szczękach nie kupiła. Nie kupiłabym jej także dla szczeniaka, bo: po pierwsze, za wielka (nawet dla szczeniaków raz olbrzymich), a po drugie wątpię, żeby materiał przetrwał papisiowe ząbki. Trzeba też uważać, aby nie dawać jej psu do żucia na dłuższy czas, bo nawet najdelikatniejszy może ją troszkę uszkodzić. Moro od strony jednej dziurki wydłubał w niej niewielki krater. Cóż, następnym razem będę pamiętać ;)

Dla kogo więc? Na pewno dla wszystkich piłeczkomaniaków - Planetka to punkt obowiązkowy w psim pudle z zabawkami :) Pamiętajcie jednak, żeby nie bagatelizować morderczych zapędów Waszych pociech, bo najprawdopodobniej szybko pożegnacie się z niezłą sumką. A jeśli macie psy umiarkowanie niszczące - to super, też możecie się cieszyć fioletowo-miętową piłeczką! :)

 Tą piłkę, jak i wiele innych (świetnych!) zabawek kupicie w sklepie Toys 4 Dogs, o tutaj: KLIK
BigPup Orbee Ball kosztuje 54,80 - jak dla mnie cena przeciętnie wysoka, ale zabawka jest jak najbardziej warta każdego wydanego na nią grosza :)

Na koniec mam dla Was krótki filmik z BigPup Orbee w roli głównej :)



Pozdrawiamy, Wiktoria & Moro