marca 07, 2016

TEST: Kong Denta Stick Large

Na wstępie chciałabym przeprosić za taką dłuuugaśną przerwę i brak odpowiedzi na maile. Dzieje się teraz dużo, w międzyczasie robię też rzeczy na bloga (które też się już nieźle opóźniają tak btw, ale efekt będzie - mam nadzieję - wart czekania). Jednocześnie bardzo dziękuję za tak liczne odwiedzanie bloga, no szok po prostu, że Wy to tak chętnie czytacie (nie ma tu ironii, przysięgam)! :D Ale - już bez zbędnych lamentów - zapraszam na test naszej kolejnej zabawki firmy Kong. Jak się sprawdziła, skąd ją mamy i jak bardzo kochamy (no to to Kong jest, to jasne, że kochamy, helooł) dowiecie się w dzisiejszej notce! :)



Jedną z rzeczy, która powstrzymywała mnie (skutecznie) przed nabyciem tej zabawki był jej rozmiar. Patrzyłam na te nieszczęsne centymentry i narzekałam, że mój pies za bardzo od ziemi odrasta i nie da się, no nie ma bata - bawił się nie będzie, bo za małe to to jest. Jednak 16.02. dotarła do nas paczka- niespodzianka od sklepu Nasze Zoo, a w niej... no właśnie Kong Denta Stick. I o ile moja pierwsza reakcja nie była zbyt pozytywna, to Mora wprost przeciwnie! Przesyłka została rozpakowana w trybie natychmiastowym przez niezawodnego rudzielca (no lubi to no :P), a kiedy ten w środku zobaczył niezidentyfikowany czerwony obiekt wziął go do pyska i zaniósł do klatki. Takie rzeczy to się wcześniej psze państwa NIE działy. Wiem doskonale, jaką miłością Mo darzy bałwanka czy Wobblera,  no ale żeby tak od razu go wziąć? Zadziwia mnie to sworzenie :D
I NIE moi drodzy, Denta Stick nie jest za mały! To znaczy - pies o wadze 40kg może się nim normalnie bawić i korsystać ze wszystkich możliwości, jakie ta zabawka daje. Czy mógłby być większy? No mógłby, ale takich gigantów jeszcze Kong nie produkuje ;)


Zabawka ta ma na całej swojej powierzchni szczeliny o głębokości około 5-6mm. Szczeliny te są dodatkowo chropowate wewnątrz, co według producenta ma czyścić zęby, masować dziąsła i w delikatny oraz przyjemny sposób oczyszczać psie zęby z osadu. I wiecie co? Ona naprawdę spełnia tą funkcję. Nie wiem, na ile jest to przyjemne, ale Moro nie narzeka i z informacji, jakie dostałam wnioskuję, że mu się podoba. Żałuję teraz, że nie mam zdjęcia "before&after", bo różnica jest widoczna. Zalążki kamienia są oczywiście nieruszone (to nie laser przecież), ale osad ślicznie schodzi, co najlepiej widać na tylnych zębach, którymi Moro zajchętniej gryzie takie zabawki wypełniane jedzeniem.

A propos gryzienia - M całe życie nie lubił zabawek. Wielkim przełomem był Kong bałwanek, który otworzył nam drzwi do świata psich zabawek. Po dobrych kilku latach używania tego modelu Moro poczuł się na tyle pewnie z materiałem, z którego Kong produkuje swoje zabawki i ufa temu ustrojstwu na tyle, żeby normalnie wziąć tą gumę do ryjca i zacząć gryźć bez litości. Nie zaciska szczęk jak velociraptor, ale uścisk ma wystarczająco mocny, żeby uszkodzić powierzchnię bałwanka (rozmiar XXL jakby ktoś pytał). Tutaj nie mamy takiego problemu - Denta Stick nie posiada tak dużo wolnej powierzchni, którą możnaby podrapać. Istniało jednak ryzyko, że któryś z elementów na brzegach zostannie odgryziony podczas jednej z bardziej desperackich prób wydobycia jedzenia. Na całe szczęście ja takowych zmian nie odnotowałam. 

Ładnych zdjęć nie wykonano, więc zostaje poczynienie gifów

Ten śmieszny patyczek ma nie tylko cholernie ciężkie do wyczyszczenia szczeliny (o tym za chwilę) tak uwielbiane przez Mora, ale również klasyczną dziurę w środku. Ja nie zaklejam jej całkiem pastą, bo wolę się bardziej poznęcać nad tym moim biednym pieseczkiem - wrzucam do środka suchą karmę (czy w ogóle -suche coś) i zaklejam na obu końcach. Sprawia to, że Moro mocniej gryzie zabawkę i dłużej zajmuje mu jej opróżnienie. Szczeliny za to wypełniam normalnie, pastą lub jakimś serkiem topionym. Moro preferuje wyskrobywanie mazi kłami w pierwszym etapie jedzenia, później zajmuje się środkowym otworem i na końcu wraca do szczelin i gryzienia całej zabawki (czasami też rzucania mi jej w twarz - taki mój marny żywot). 

Skoro już ustaliliśmy, że psiejstwo (moje psiejstwo) bardzo, BARDZO lubi Denta Sticka, przejdźmy może do tej technicznej części, w której dowiecie się, że w sumie to się tego czyścić nie opłaca, bo i tak się nie doczyści, a wykruszać się będzie jeszcze tydzień po myciu... Ups :P Prawda jest taka, że za smaczne zbanie o uzębienie i rozrywkę narzego psa trzeba zapłacić wysiłkiem przy czyszczeniu. Na pewno się spodziewaliście, że szczeliny mogą nie być najłatwiejsze do wyczyszczenia. No i nie są. Moim patentem jest mocny strymień ciepłej wody na lekko zaschniętą pastę (tam, gdzie pies jej z jakiegoś powodu nie wygrzebał do końca). Ale mam jeszcze jeden - zdecdydowanie wygodniejszy - sposób na pozbycie się zaschniętych syfków. Można zabawkę zostawić w jakimś w miarę ciepłym miejscu, aby pasta zaschła. Wtedy można ją w jednym kawałku usynąć przy pomocy wykałaczki i ew. ciepłej wody. Jest też trzeci sposób... niezabieranie psu zabawki z nadzieją, że w chwili nudy sam po nią sięgnie i uda mu się zjeść resztę zawartości Sticka. Zrobiłam tak dwa razy, ale na końcu i tak musiałam machnąć mniejsze lub większe poprawki ;) 

Na moje oko rozmiar L nadawałby się nie tylko dla large'owych psiaków. Spokojnie sprawdziłby się również u średnich psiaków, które zająłby pewnie na trochę dłużej niż na te 40min (to Moro) ;) 

Kong Denta Stick dostępny jest... praktycznie wszędzie, między innymi w sklepie Nasze Zoo, któremu bardzo dziękujemy za współpracę! :)

Ale, uwaga, uwaga, to nie wszystko! Jako przeprosinowy bonus postanowiłam dodać jeszcze kilka pro-tipów dla teraźniejszych i przyszłych posiadaczy tego cudeńska i pięć przepisów na różne pasty, którymi można wypełnić Sticka.


Pro-tipy od TICa ;)
* Wspominałam o tym wyżej, wspomnę i teraz: jeśli chcesz pozbyć się całej pasty z Denta Sticka, pozwól jej wyschnąć, a następnie wydłub przy pomocy wykałaczki. Usuniesz w ten sposób każdy
syfek, jaki został po zabawie ;)

* Po napełnieniu zabawki serem wsadź ją na 20 sekund do mikrofalówki; ser będzie bardziej ciągnący i trudniej będzie psu go wydobyć -> zabawa potrwa dłużej.

* Pilnuj, czy każda część zabawki trzyma się na miejscu; niby to oczywiste, ale może się zdarzyć, że pies ogryzie któryś z wystających elementów, dlatego nie zostawiałabym psa z tą zabawką samego (nawet Mora).

* Do napełniania zabawi użyj swoich własnych, osobistych palców. Ubrudzisz się tak samo, jak przy użyciu łyżki, łyżeszki, noża do masła czy jakiegokolwiek innego narzędzia, ale wepchniesz masę dokładniej i zajmnie Ci to mniej czasu.

* Wypełnienie rogów szczelin małymi, suchymi smaczkami (ja używałam karmy) sprawi, że psu łatwiej będzie wydłubać jedzenie z tego miejsca. Zaoszczędzi Ci to trochę czasu przy myciu.

Iiii... przepisy na pasty. Proporcje dobieramy dowolnie. Enjoy :) 


- banaany! :D
- jogurt naturalny
- miód
- siemię lniane (zmielone); dzięki niemu z trochę lejącej się mazi powstanie "glutek", którym bez problemu wypełnimy konga ;)

- ugotowana wątróbka (zmielona ofkors)
- żółtko jaja
- koperek, pietruszka
- siemię lniane
- zmielona marchewka


- twarożek
- żółtko jaja
- gotowany łosoś (zmieliś, posiekać - jak Wam wygodnie)
- koperek

Jeśli macie jakieś spostrzeżenia dot. opisywanej zabawki, czy sami używacie czy byście chcieli - napiszcie w komentarzu! :) My tymczasem cieplutko pozdrawiamy i obiecujemy wrócić do regularniejszego pisania ;)